kultura, imprezylogo relaz
Google
 

Stary człowiek i może

2007-05-11

Retropunk

LD50

Polska
Rockers Publishing
Nasza ocena:
Wasza ocena:

Punk dla dorosłych i kubeł zimnej wody.

Retropunk
Pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy po wysłuchaniu tej płyty, była reminiscencją recenzji albumu „Świnie” kwartetu Morawski-Nowicki-Waglewski-Hołdys, która przed laty znalazła się w śp. miesięczniku „Brumie”: Punk dla dorosłych i kubeł zimnej wody. Okazało się, że było to wspomnienie jak najbardziej na miejscu, ale – jak zwykł mawiać Bogusław Wołoszański alias TW „Ben” – nie uprzedzajmy faktów.

Niewiele brakowało, aby „Retropunk”, debiutancki album LD 50, ukazał się w dwudziestą rocznicę powstania zespołu, który sformował się w roku 1979, kiedy to jeszcze Polska rosła w siłę, a ludziom żyło się dostatniej pod światłym przewodnictwem towarzysza Gierka. Grupa dorobiła się sporego repertuaru, zagrała trochę koncertów, wielokrotnie zmieniała skład i miejsca prób, po czym w połowie lat 80. rozpadła się. Na marginesie, przez kapelę przewinął się Kuba Wojewódzki, który wtedy nie był jeszcze gwiazdorkiem i czołowym trendsetterem, udającym po czterdziestce młodziaka – wtedy jako naczelny wspomnianego powyżej „Brumu”. Dziś z pierwszego składu został gitarzysta i wokalista PeeM i perkusista Piotr Jaworski. Darek Kłosiński dołączył do LD 50 na przełomie 1982/83, a zupełnie nową członkinią jest skrzypaczka Dora Leonowicz, przeważnie oszczędnie, lecz soczyście urozmaicająca brzmienie („Krzyk”, „Rewolucja”, „Spacer”). Ciekawe są okoliczności reaktywacji grupy – jej muzycy spotkali się przypadkiem w 2003 roku na imprezie Punk Rock Later. Postanowili wznowić działalność i wreszcie nagrać profesjonalny materiał - z pełną premedytacją, począwszy od tytułu i okładki (nieco zgrzebnego digipacka, na którym można znaleźć nieodłączne atrybuty polskiego punka z lat 80.: kasetę i radiomagnetofon marki Grundig), old schoolowy i na wskroś tradycyjny. A mimo to nowoczesny i to pod względem muzyki, jak i słów.

To, co – poza naturalnymi, życiowymi przyczynami (rodzina, konieczność utrzymania się), wykańczającymi znakomitą większość podziemnych zespołów – czyli mieszanie punk rocka z innymi estetykami, przede wszystkim nową falą, zimną falą, ska i reggae, stanowi o sile LD 50. Poza dwoma wyjątkami – niespełna minutową, przypominającą Dezertera sprzed 20 lat „Ściemą” oraz prawie sześciominutowym, ponurym i new wave’owym „Generałem” – wszystkie kawałki mają od półtora do trzech i pół minuty, idealnie mieszcząc się w kanonie rockowego grania. Band posiadł też nieczęsto spotykaną umiejętność tworzenia melodyjnych, przebojowych kawałków, np. „STOEN”, „Na ich mapie” i „Spacer”. Moim zdaniem, na szczególne podkreślenie zasługuje umiejętne wplatanie elementów ska (“Do góry nogami”, „Krzyk”), które ma tu nie tyle wymiar zabawowy i bujający, ale konsekwentnie współtworzy dość niepokojący nastrój, zwłaszcza w kontekście słów, którym towarzyszą. A już od pierwszej zwrotki słychać, że LD 50 to zespół ludzi dojrzałych, mających życiowe doświadczenie, które zweryfikowało ich nastoletnie marzenia i plany, trzeba zająć się dzieckiem i rachunkami do zapłacenia. Jedyne, co pozostaje to Reglamentowana odrobina szaleństwa w weekendy / Ręka szefa, księdza, sąsiada jak lód chłodzi moje zapędy („Szaleństwo”). Pochłonięci przez rzeczywistość, już nie szarą jak w PRL-u, ale migotliwą i natarczywą, potrafią demaskować kłamstwa mediów i polityków. Komuna padła, ale problemy zostały – punkowy przekaz jest równie trafny w IV RP, kiedy Polska się rozwija, a ludziom żyje się dostatniej pod światłym przewodnictwem braci Kaczyńskich. Myślę, że LD 50 może stać się sztandarowym zespołem ludzi dorastających przy punku, którzy może niezbyt liczą, że zmienią świat na lepsze, ale starają się kierować swym życiem w sposób rozumny, krytycznie patrząc na otaczające ich realia.

Żeby nie było zbyt słodko, wszak punk rock to nie rurki z kremem – znalazłem dwa małe minusy. Po pierwsze, anglojęzyczne wersja „Spaceru” jest raczej zbędna, bo niewiele wnosi do całości. Po drugie, mimo odnośnika do strony internetowej, brak na okładce brakuje składu zespołu. Nie ma się czego wstydzić, zwłaszcza, że znalazło się miejsce na fragment pochwalnej (auto?)recenzji, co nie do końca przystoi punk rockowcom, którym do twarzy ze skromnością i pokorą. Co nie zmienia faktu, że zgadzam się z krytykowaną powyżej recenzją – to, co prezentuje LD 50 okazuje się zaskakująco świeże i strawne. Siedemnaście mocnych, melodyjnych kawałków zagranych w rozsądnym, równym tempie. Bezpretensjonalne, proste, pełne energii melodie i słowa.

Sławomir Czapnik
Tagi:    Retropunk  LD50  Sławomir  Czapnik  punk  rock  muzyka
Powiadom znajomych o publikacji      Wersja do druku       
JtHM
2007-05-15, 14:55:18
widziałem na żywo - polecam!
Ocena:
moteo.pl
Dołącz do motoryzacyjnej społeczności moteo, umieszczaj swoje zdjęcia i szukaj informacji na temat swojego auta. Poznaj nowych ludzi o podobnych zainteresowaniach. Czekają konkursy i inne atrakcje. Wyszukiwarka warsztatów i sklepów.
moteo.pl